Astma i Alvesco
2007-07-09
Anna Przybysz - posiada niecodzienną, wyrazistą osobowość, niespożytą energię i entuzjazm. Jest trenerem wokalnym, praktykiem NLP, prowadzi warsztaty integracyjne-terapeutyczne i gospelowe oraz Chór "Be Free Gospel Family", jest także koordynatorką programu ŚPIEW UWALNIA w Stowarzyszeniu Vox Humana. 
Prywatnie jest matką dwóch córek - Natalii i Pauliny z zespołu SISTARS, z którymi występuje na koncertach charytatywnych. Od ponad 20 lat zmaga się z astmą...
Zauważyłam, że nie mogę oddychać, kiedy miałam jakieś 8 lat. To dziwne uczucie najczęściej spotykało mnie wtedy, gdy się kąpałam w wannie pełnej ciepłej wody, gdy się zmęczyłam grając w piłkę i pod wieczór. Gdy byłam mała nie rozumiałam, że to jest choroba. Myślałam sobie, że to jest taki mój defekt, że coś ze mną nie tak. Inne dzieci nie odczuwały duszności i były zdziwione, że coś takiego mi się przytrafia. Czułam się często smutna i opuszczona, stale bałam się, że znowu mnie to złapie.
Astma zapewne wiązała się z ograniczeniami...
Moja choroba postępowała. Szczególnie dawała się we znaki, gdy się przeziębiłam. Zawsze starałam się ukrywać swoje niedyspozycje, to kwestia charakteru. Człowiek mający duszność nie wygląda atrakcyjnie, budzi litość albo niezrozumienie otoczenia, a czasem nawet wywołuje panikę. Takie sytuacje były dla mnie krępujące i bardzo komplikowały życie zawodowe i rodzinne. Lata 80-te to dla mnie czas ciąż, urodziłam dwie córki. Ten okres był rewelacyjny. Czułam pełnię sił i optymizmu. Byłam zdrowsza i szczęśliwa. Myślałam, że moja astma mnie opuściła. Niestety, gdy dziewczynki miały po 4 i 6 lat moja „najbliższa przyjaciółka” powróciła pewną wiosną z wielką gwałtownością. Moją pasją jest śpiewanie, praca artystyczna, malowanie, rzeźbienie, sport, a niestety choroba dyskwalifikowała mnie całkowicie w tych dziedzinach. Buntowałam się i próbowałam różnych metod leczenia, nawet alternatywnych. Były sanatoria, głodówki, thai-chi, zioła, psychologia... i znów szpital. Choć z natury jestem optymistką, to czasami czułam się jak wielka przegrana, zwłaszcza, kiedy choroba dawała mi się mocno we znaki. Przez ponad 20 lat nie było dnia żebym nie odczuwała duszności. Noce były koszmarem. Stosowałam za dużo leków rozkurczających oskrzela, czego rezultatem była lekka poprawa i bardzo mocne kołatanie serca. Często miałam uczucie, że umieram na serce, a nie z powodu zaduszenia. Ogólnie miałam wrażenie, że jestem bombą zegarową, która i tak w którymś momencie wybuchnie albo się zadusi. Przykra perspektywa na początek dnia, gdy trzeba iść do pracy i to w dodatku stresującej. Jestem muzykalna, często, więc śmiałam się mówiąc, że jestem człowiekiem orkiestrą. Takie dźwięki, jakie wydobywają się z oskrzeli to czysta poezja, ale słychać je niestety w drugim pokoju. Moja publiczność jednak nie reagowała tak jak w teatrze. Wszyscy w domu się denerwowali, wzywano karetkę. Te wszystkie wydarzenia są dzisiaj za mną. Ten czas wspominam jak horror. Niestety późno zaczęłam stosować właściwe leki.
Dlaczego?
Zawsze czekałam na jakiś wynalazek, na cudowny lek. Wierzyłam, że coś się wydarzy. Byłam przecież świadkiem wprowadzania komputerów i fantastycznej myśli naukowej. Odkrycia i wynalazki pojawiają się przecież grupowo. Czekałam, czekałam i nawet nie zauważyłam, że od jakiegoś czasu moja doktor prowadząca przepisywała mi steroidy wziewne. Oczywiście próbowałam je, ale skoro po kilku dniach nie działały, więc odstawiałam. Myślałam, że i tak za bardzo się truję i nie ma powodów, dla których miałabym brać coś, co nie przynosi ulgi natychmiast. Nadal stosowałam te stare, doraźne leki w nadmiarze. Byłam u kresu sił. Wtedy zdarzył mi się bardzo silny atak. Przyjechała karetka. Lekarz, który przyglądał się moim lekom, nie mógł uwierzyć w mój stan. Czułam się skrępowana i do tego niedouczona. W czasie pobytu w szpitalu dowiedziałam się, że moje leczenie jest „przedpotopowe”. Stale pytano mnie, dlaczego nie stosowałam się do zaleceń mojego lekarza. Byłam oburzona i upokorzona. Czułam złość i niezrozumienie. Przez kilka lat niepotrzebnie się męczyłam, a moja lekarz tego nie zauważyła, nie miała czasu zapytać mnie, jak biorę leki. Gdyby nie ten incydent i spotkanie z innym lekarzem, który poświęcił mi klika minut więcej i wyjaśnił zasadę działania sterydów, mogłabym trwać dalej w takim opłakanym stanie, wierząc naiwnie, że kontroluję astmę. Czyli, nie stosowałam podstawowego leczenia z czystego niezrozumienia.
Pani doświadczenia ze sterydami wziewnymi...
Zażywałam różne i miałam po nich chrypkę i wręcz niski, bluesowy głos. Właściwie sama barwa głosu jest ciekawa, ale ta chrypa od proszkowych inhalatorów jest okropna wysokie tony są niesłyszalne. Poza tym, zawsze „kombinowałam” z tymi lekami, po to, aby czuć się mniej obciążona sterydami. Czułam na sobie ich skutki uboczne, np. cienkość skóry, częste siniaki przy najmniejszym nacisku, nadmierne łaknienie. Od niedawna stosuję Alvesco i chrypa prawie zniknęła, a ja wiem, że moja astma jest naprawdę kontrolowana.
Pani córka Paulina ma także alergię i epizody astmy za sobą...
Paulina też odczuwa dolegliwości alergiczne, szczególnie w maju i czerwcu. Ona już wszystko wie i rozumie. Stosuje się do zaleceń lekarza i zażywa okresowo Alvesco oraz leki przeciwko alergii, a także odczula się. Zawsze się wspieramy w naszej chorobie. Teraz rozumiemy, że bardzo ważna jest dyscyplina i regularność zażywania leków. Wiedzę związaną z profilaktyką i leczeniem otrzymałyśmy w Towarzystwie Przyjaciół Chorych na Astmę. Właściwie, to dopiero tam w sposób przystępny przybliżono nam przyczyny powstawania astmy, jej przebieg i zasady skutecznego leczenia. Tak bardzo chciałabym podziękować Panu d Piotrowi Dąbrowieckiemu, lekarzowi, który poświęca pacjentowi więcej uwagi i wykłada w TPChA. Dzięki niemu moje życie zmieniło się na dobre.
Jakie są Pani pierwsze doświadczenia z Alvesco?
Alvesco znam w praktyce od niedawna. Słyszałam o tym leku już dwa lata temu, ale był bardzo drogi, więc stosowałam inne, o podobnym działaniu. Dzisiaj, gdy lek jest refundowany - jest znakomicie. Oprócz tego, że spełnia wszystkie pożądane zadania w moich oskrzelach, to w dodatku nie powoduje uciążliwej chrypy. Lek aktywnie działa dopiero w nabłonku oskrzeli, więc poprzez gardło i jamę ustną przechodzi nieinwazyjnie. O tym, bardzo dla mnie ważnym aspekcie poinformował mnie mój lekarz, ponieważ znalazł dla mnie ten czas, który jak widać jest czasem, który może ratować życie. Najważniejsze dla mnie w Alvesco jest to, że MOGĘ ŚPIEWAĆ ja i moja córcia. Spełniam swoje marzenia o śpiewaniu, prowadzę chór „Be Free Gospel Family”, z którym koncertujemy, a nawet od czasu do czasu występuję solo!!! Moja Paulinka realizuje się nadal w swojej pasji wraz z siostrą Natalią. Są wokalistkami w zespole Sistars... „Marzenia się spełniają całą zgrają” - jak śpiewają Sistars!
30-01-2011 13:38
Montka
Montka
Przychylam się do pozytywnej opinii o Alvesco, między innymi dlatego, że nie trzeba po nim ciągle płukać ust, stosuję in...
Artykuły
- Zapalenie spojówek - jak leczyć?
- Zez – objawy, przyczyny, leczenie
- Nadciśnienie tętnicze - przyczyny, objawy, leczenie
- Po co szkoła rodzenia?
- Zaburzenia trawienia i wydalania
- Agresja u osób starszych
- Siecioholizm - uzależnienie od Internetu
- Gimnastyka w ciąży
- Wady i zalety antykoncepcji mechanicznej
- Funkcje węglowodanów

